Nalewka
Nalewka z czarnej porzeczki (Ribes nigrum) to jeden z niewielu preparatów spirytusowych robionych z owocu, w którym alkohol naprawdę ma sens: antocyjany i kwasy fenolowe skórki rozpuszczają się w wodno-alkoholowym środowisku znacznie lepiej niż w samej wodzie, a wysoka kwasowość owocu dodatkowo je stabilizuje. Owoce czarnej porzeczki zawierają 150–200 mg witaminy C na 100 g (kilka razy więcej niż cytrusy) — choć trzeba uczciwie powiedzieć, że sam alkohol i czas część askorbinianu utleniają, więc walorem nalewki są przede wszystkim antocyjany i flawonoidy o działaniu przeciwzapalnym i uszczelniającym naczynia. Nalewkę stosuje się jako preparat wzmacniający jesienią i zimą, w małych, kilkumililitrowych dawkach — nie jako alkohol do picia. Klasyczna proporcja to owoc zalany alkoholem, a dopiero po wyciągnięciu barwnika dosłodzony syropem.
Profilaktycznie, w sezonie infekcyjnym: 1 łyżeczka (5 ml) 1–2 razy dziennie po posiłku, przez 4–6 tygodni; potem 2 tygodnie przerwy. Przy pierwszych objawach infekcji: 1 łyżka (15 ml) w pół szklanki ciepłej wody, 2 razy dziennie, maksymalnie przez 5 dni. Nie przekraczaj 30 ml nalewki na dobę. Nalewka zawiera ok. 40% alkoholu — 15 ml to ok. 5 g czystego etanolu, czyli mniej więcej pół standardowej porcji alkoholu. Bezwzględnie nie stosować u dzieci ani młodzieży poniżej 18. roku życia — dla nich zrób z tych samych owoców syrop albo sok.
Ciemne butelki (najlepiej z ciemnego szkła), szczelnie zamknięte, w chłodnym miejscu 10–18 °C, w pozycji stojącej. Światło jest największym wrogiem antocyjanów — nalewka trzymana na parapecie traci barwę w kilka tygodni. Osad, który wytrąca się w trakcie leżakowania, nie jest wadą — zdekantuj nalewkę znad niego. Kożuszek pleśni na powierzchni oznacza za niskie stężenie alkoholu (owoce puściły dużo wody) — taką nalewkę wylej.
3–5 lat i dłużej w zamkniętej butelce; po roku barwa przechodzi z rubinowej w ceglastą, a antocyjany powoli się rozkładają — do celów leczniczych używaj nalewki nie starszej niż 2 lata
Najczęstszy błąd: zalanie owoców czystą wódką 40%. Owoce same wnoszą do 80% wody, więc końcowe stężenie spada do ok. 25% — nalewka pleśnieje albo fermentuje. Dlatego zaczyna się od mieszaniny o stężeniu ok. 65–70% i dopiero potem rozcieńcza syropem. Drugi błąd: dosładzanie na starcie — cukier w zalewie zmniejsza wnikanie alkoholu w skórkę i wyciąg wychodzi blady. Trzeci: gorący syrop wlany do nalewu — traci się wtedy alkohol i część aromatu. Liście porzeczki są opcjonalne, ale to one dają charakterystyczny, żywiczno-liściasty aromat, po którym poznaje się dobrą smorodinówkę; bez nich nalewka jest tylko słodko-owocowa. Można je zastąpić garścią świeżych, młodych liści z tego samego krzewu, zbieranych w czerwcu. Udana nalewka jest głęboko rubinowa, klarowna, o gęstej, oleistej strudze na ściance kieliszka; smak ma kwaskowy, z wyraźnym cierpkim posmakiem od skórek. Mrożone owoce działają równie dobrze, a nawet lepiej — mróz rozrywa komórki i przyspiesza ekstrakcję; rozmrażaj je w słoju, nie wcześniej.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszą osobą, która się wypowie.
Zaloguj się, aby dodać komentarz.