Krem
Skóra grzbietu dłoni ma cienką warstwę rogową, mało gruczołów łojowych i całą dobę pracuje w wodzie, detergentach i na wietrze — dlatego pęka jako pierwsza. Ten krem odpowiada na to na trzech poziomach: masło shea odbudowuje lipidy międzykomórkowe (kwasy oleinowy i stearynowy plus frakcja niezmydlająca się z triterpenami), macerat nagietkowy wnosi faradiol i karotenoidy o działaniu przeciwzapalnym i przyspieszającym naskórkowanie, a śluz z korzenia prawoślazu tworzy na powierzchni cienki, higroskopijny film, który hamuje ucieczkę wody. Jest to emulsja olej w wodzie, a więc lekka i wchłanialna — krem do rąk, którego nie da się rozsmarować bez pozostawienia tłustych śladów, po prostu nie będzie używany.
Wyłącznie zewnętrznie. Wmasowuj niewielką ilość (wielkości ziarna grochu na obie dłonie) po każdym myciu rąk i obowiązkowo na noc — regeneracja naskórka idzie najintensywniej podczas snu. Przy bardzo popękanych, zniszczonych dłoniach: kuracja okluzyjna — grubą warstwę kremu nałóż na noc i załóż bawełniane rękawiczki, powtarzaj przez 7–10 kolejnych nocy, potem wróć do zwykłego stosowania. Bezpieczny do codziennego, długotrwałego użycia — nie ma tu limitu czasowego. Dzieci powyżej 3. roku życia: bez ograniczeń, ale w wersji bez olejku lawendowego. Kobiety w ciąży i karmiące: krem można stosować; jeśli karmisz piersią i smarujesz nim dłonie, umyj je przed przystawieniem dziecka.
Szczelne słoiczki lub, najlepiej, butelka z pompką bezpowietrzną — pompka jest wyraźnie lepsza od słoika, bo krem nie ma kontaktu z palcami ani z powietrzem. Przechowuj w temperaturze pokojowej, z dala od słońca i kaloryfera; latem w lodówce. Nabieraj czystą szpatułką. Zepsucie poznasz po zmianie zapachu na kwaśny lub „serowy”, po wypłynięciu wody na powierzchnię, po zmianie barwy na szarawą albo po kolorowych punkcikach pleśni. Krem z takimi objawami wyrzuć w całości — nie da się go „przemieszać”. Nierafinowane masło shea ma naturalny orzechowo-dymny zapach, który po kilku tygodniach lekko blednie; to normalne i nie jest oznaką zepsucia.
6 miesięcy z konserwantem, przechowywany w chłodzie i ciemności; bez konserwantu — maksymalnie 2 tygodnie w lodówce
Trzy błędy, które psują ten krem. Pierwszy: zalanie prawoślazu wrzątkiem. Śluz prawoślazowy to polisacharydy, które w wysokiej temperaturze się degradują — po zalaniu wrzątkiem dostaniesz zwykłą wodę i krem straci swoją najlepszą część nawilżającą. Zawsze na zimno. Drugi: pominięcie konserwantu, bo „to naturalny krem”. Emulsja z 35% zawartością wody bez konserwanta zaczyna być skażona po kilku dniach, a to, że jeszcze nie śmierdzi, nie znaczy, że jest czysta. Alternatywa dla konserwantu nie istnieje — jest nią wyłącznie lodówka i dwutygodniowy termin. Trzeci: przegrzanie masła shea. Powyżej 75 °C zaczyna tracić frakcję niezmydlającą się i po zastygnięciu robi się ziarniste, jak piasek. Jeśli krem wyszedł ziarnisty, przetop go do 70 °C i schłodź gwałtownie w misce z zimną wodą, energicznie mieszając — ziarnistość zniknie. Krem wyszedł dobrze, gdy jest gładki, kremowo-biały z lekko kremowym odcieniem od nagietka, ma konsystencję gęstej śmietany, wciera się bez oporu i po dwóch minutach nie zostawia śladu na papierze. Zamienniki: olej słonecznikowy w maceracie zastąpisz olejem ze słodkich migdałów albo oliwą; masło shea — masłem kakaowym (będzie twardsze, daj 25 g zamiast 35 g) lub masłem mango; wosk emulgujący — emulgatorem Olivem 1000, Montanovem 68 albo lecytyną sojową (ale ta ostatnia daje mniej stabilną emulsję). Prawoślaz można zastąpić naparem z siemienia lnianego lub śluzem z korzenia ślazu dzikiego. Nagietek zbieraj w słoneczne południe, gdy koszyczki są w pełni otwarte, i przerabiaj na macerat suchy, nigdy świeży — świeży kwiat wnosi wodę i macerat spleśnieje.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszą osobą, która się wypowie.
Zaloguj się, aby dodać komentarz.