Krem
To współczesna wersja galenowego cold cream — emulsji typu woda w oleju, w której faza tłuszczowa jest zewnętrzna i tworzy na skórze ciągły, wodoodporny film. Właśnie o to chodzi zimą: mróz w połączeniu z wiatrem odbiera naskórkowi wodę szybciej, niż ta zdąży się odbudować, a zwykły krem nawilżający typu olej w wodzie zostawia na powierzchni wodę, która na mrozie tylko przyspiesza wychłodzenie. Lanolina bezwodna jest tu kluczowa: chemicznie przypomina lipidy ludzkiego sebum, wiąże do dwóch razy więcej wody, niż sama waży, i utrzymuje ją w warstwie rogowej. Wosk pszczeli nadaje strukturę i podnosi temperaturę topnienia, dzięki czemu krem nie spływa. Macerat z nagietka i napar z rumianku wnoszą komponent przeciwzapalny i łagodzący — bo skóra zmarznięta jest skórą podrażnioną.
Wyłącznie zewnętrznie. Nakładaj cienką warstwą na twarz, uszy i dłonie na 20–30 minut przed wyjściem na mróz — krem musi zdążyć się rozprowadzić i związać z naskórkiem; nałożony tuż przed wyjściem zostaje warstwą tłuszczu na powierzchni i nie chroni tak, jak powinien. Dorośli: 2 razy dziennie w sezonie mrozów, rano przed wyjściem i wieczorem po powrocie (wieczorem można grubiej, jako okluzję na noc). Dzieci powyżej 3. roku życia: raz dziennie, cieniutko, na policzki i nos przed spacerem, w wersji BEZ olejku lawendowego. Niemowlętom i dzieciom poniżej 3 lat podawaj wyłącznie wariant bez olejków eterycznych i bez rumianku, oparty na samej lanolinie z maceratem nagietkowym. Nie nakładać na skórę już odmrożoną — na odmrożenie tłuszcz jest przeciwwskazany, bo utrudnia ocenę i odprowadzanie ciepła.
Przechowuj w lodówce, w małych, szczelnych słoiczkach z ciemnego szkła. Nabieraj wyłącznie czystą szpatułką, nigdy palcem — palec wprowadza do fazy wodnej bakterie i pleśnie, których nic tu nie zatrzyma. Nie trzymaj kremu w łazience: wilgoć i wahania temperatury rozwarstwiają emulsję. Objawy zepsucia: kwaśny lub stęchły zapach, kolorowe punkty (pleśń), wyciekająca ze słoiczka woda, ostry zapach starego oleju (zjełczały macerat). Taki krem wyrzuć — nakładanie skażonej emulsji na przemarzniętą, mikrouszkodzoną skórę to prosta droga do zapalenia mieszków. Jeśli zależy ci na dłuższej trwałości, pomiń napar rumiankowy i zrób bezwodną maść ochronną (lanolina + wosk + macerat), która wytrzyma 12 miesięcy.
3 miesiące w lodówce; poza lodówką 4–6 tygodni. Krem zawiera fazę wodną bez konserwanta — to jego jedyna słaba strona.
Najczęstszy błąd to wlanie zimnego naparu do gorącego tłuszczu — emulsja natychmiast się warzy i dostajesz ziarnistą masę z wyciekającą wodą. Oba naczynia trzymaj w kąpieli wodnej i pilnuj termometru. Drugi błąd: za szybkie wlewanie fazy wodnej. Pierwsze 10 ml wlewaj dosłownie kroplami, dopiero potem strumieniem. Trzeci: przerwanie mieszania po 3 minutach, „bo już wygląda dobrze” — emulsja typu woda w oleju stabilizuje się dopiero w trakcie stygnięcia, więc mieszaj do 40 °C. Jeśli mimo wszystko masa się rozwarstwi, można ją uratować: podgrzej ponownie do 70 °C, dodaj 3 g dodatkowej lanoliny i zmiksuj blenderem ręcznym. Krem wyszedł dobrze, gdy jest gładki, matowo-kremowy, przy rozsmarowaniu początkowo tłusty, ale po minucie „wchodzi” i zostawia jedwabisty, nielepki film; nabrany na łopatkę trzyma kształt i nie płynie. Zamienniki: oliwę w maceracie zastąpisz olejem ze słodkich migdałów albo olejem słonecznikowym nierafinowanym (nie używaj oleju lnianego — zjełczeje w kilka tygodni). Wosk pszczeli zastąpi wosk carnauba, ale dawaj go o połowę mniej, bo jest znacznie twardszy. Lanoliny nie zastąpisz niczym o podobnych właściwościach wodochłonnych — jeśli jej nie tolerujesz, zrób zamiast tego bezwodną maść na wosku i maśle shea, choć nie będzie tak skutecznie wiązać wody. Nagietek na macerat zbieraj w pełnym słońcu, gdy koszyczki są całkiem otwarte, i susz w temperaturze do 40 °C — przesuszony traci karotenoidy i macerat wychodzi blady zamiast złocistopomarańczowego.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszą osobą, która się wypowie.
Zaloguj się, aby dodać komentarz.