Oklad
Aloes to najlepiej udokumentowany surowiec w oparzeniach I stopnia — przezroczysty żel z wnętrza liścia w 98–99% składa się z wody, a w pozostałym procencie z acemannanu (polisacharydu pobudzającego naskórkowanie), glikoprotein, enzymów i salicylanów o działaniu przeciwzapalnym. Żel tworzy na skórze film, który jednocześnie chłodzi przez odparowanie i zatrzymuje wilgoć w naskórku — dokładnie to, czego potrzebuje skóra po sparzeniu wrzątkiem, gorącym garnkiem czy słońcem. Kluczowa jest technika: między skórką liścia a żelem znajduje się żółty, gorzki sok zawierający antrachinony (aloinę), który silnie drażni i przeczyszcza — trzeba go bezwzględnie usunąć. Napar z nagietka i lawendy dokładamy dla działania gojącego i przeciwbólowego.
Okłady 3–4 razy dziennie po 20–30 minut przez pierwsze 2–3 doby, potem 2 razy dziennie do ustąpienia rumienia (zwykle 5–7 dni łącznie). Alternatywnie: cienka warstwa żelu co 2–3 godziny bez gazy. Preparat WYŁĄCZNIE ZEWNĘTRZNY — żelu aloesowego z tego przepisu nie pij; sok aloesowy zawierający aloinę działa drastycznie przeczyszczająco, jest genotoksyczny i UE ograniczyła jego stosowanie doustne. U dzieci powyżej 1. roku życia: tak, w tej samej postaci, ale skróć okład do 10–15 minut i wcześniej zrób próbę na zgięciu łokcia; u niemowląt — nie, każde oparzenie u niemowlęcia to sprawa lekarza. W ciąży i podczas karmienia: stosowanie ZEWNĘTRZNE na małe powierzchnie jest bezpieczne (nie nakładaj na okolicę brodawek, jeśli karmisz). Jeśli po 3–4 dniach oparzenie się nie goi, rumień nie blednie albo pojawia się wysięk — do lekarza.
Przechowuj w wyparzonym, szczelnym słoiku z ciemnego szkła, w lodówce (2–8 °C). Żel aloesowy bez konserwantów utlenia się i psuje bardzo szybko — świeży jest przezroczysty i bezwonny, zepsuty robi się mętny, różowawy lub brunatny, gęstnieje albo przeciwnie: rozwadnia się i wydziela kwaśny zapach. Taki wyrzuć bez zastanowienia — nakładanie skażonego żelu na oparzoną, uszkodzoną skórę to prosta droga do zakażenia. Praktyczny trick: rozlej świeży żel do kostkarki do lodu i zamroź; wyjmujesz jedną kostkę na jeden okład i masz jednocześnie żel i chłodzenie. Całe, nieobrane liście aloesu przechowują się w lodówce, owinięte w papier, do 2 tygodni.
5–7 dni w lodówce (z sokiem z cytryny); bez cytryny — 3 dni. Zamrożony w kostkarce: do 3 miesięcy
Błąd numer jeden i najczęstszy: pominięcie odsączania aloiny. Ludzie kroją liść i przykładają go przekrojoną stroną prosto do oparzenia — a razem z żelem wciera się w ranę żółty, gorzki sok, który drażni bardziej niż samo oparzenie. Liść musi pionowo odciekać minimum 15 minut, a wykrojony żel trzeba jeszcze przepłukać. Błąd drugi: lód i lodowata woda przy pierwszym chłodzeniu — obkurczają naczynia i pogłębiają niedokrwienie oparzonej skóry; chłodzisz letnio-chłodną wodą 15–20 °C przez 15–20 minut. Błąd trzeci: smarowanie oparzenia masłem, olejem, śmietaną — tłuszcz działa jak izolator i zatrzymuje ciepło w tkance. Błąd czwarty: przebijanie pęcherzy — pęcherz to jałowy opatrunek biologiczny, a jego przebicie otwiera drogę zakażeniu; jeśli są pęcherze, ten przepis w ogóle cię nie dotyczy. Aloes drzewiasty ma węższe liście, ale wyższą zawartość substancji czynnych niż Aloe vera — obydwa nadają się do okładu. Roślina musi mieć minimum 3 lata; młodsza ma żel niemal bez acemannanu. Nagietek zastąpisz rumiankiem lub babką lancetowatą, lawendę — kwiatem lipy. Że żel wyszedł, poznasz po tym, że jest przezroczysty, bezbarwny, bezwonny i lekko galaretowaty — jeśli jest żółtawy albo gorzki w zapachu, nie wypłukałeś aloiny.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszą osobą, która się wypowie.
Zaloguj się, aby dodać komentarz.