Balsam
Skóra dekoltu i szyi ma cieńszą warstwę rogową i znacznie mniej gruczołów łojowych niż twarz, dlatego starzeje się szybciej i pierwsza pokazuje utratę jędrności. Ten balsam jest bezwodny i skoncentrowany — buduje na skórze film lipidowy, który odbudowuje barierę naskórkową i zatrzymuje wodę. Kluczowym surowcem jest olej z pestek granatu (Punica granatum), tłoczony na zimno: w 65–80% składa się z kwasu punikowego, rzadkiego sprzężonego kwasu tłuszczowego o działaniu przeciwzapalnym, który dodatkowo pobudza proliferację keratynocytów. Dokładamy do niego macerat nagietkowo-różany, olej z wiesiołka (kwas gamma-linolenowy, GLA — brakujący element bariery lipidowej skóry dojrzałej) i masło shea z frakcją niezmydlającą się. Preparat jest wyłącznie zewnętrzny, na skórę nieuszkodzoną.
Do stosowania wyłącznie zewnętrznego. Wieczorem, na oczyszczoną i lekko wilgotną skórę dekoltu i szyi, nałóż porcję wielkości ziarna grochu. Rozprowadzaj ruchami od mostka ku górze i od obojczyków w stronę żuchwy — zawsze pod górę, nigdy w dół. Wmasowuj 1–2 minuty, aż się wchłonie. Stosuj codziennie wieczorem; rano tylko przy bardzo suchej skórze i zawsze pod filtr przeciwsłoneczny, bo dekolt jest jedną z najbardziej narażonych na fotostarzenie okolic ciała. Kuracja jest długofalowa — pierwszą poprawę nawilżenia widać po 2 tygodniach, poprawę jędrności realnie po 8–12 tygodniach. Nie stosować na twarz u osób ze skórą trądzikową (masło shea jest komedogenne). Nie nakładać na brodawki sutkowe.
Ciemne szkło, szczelne zamknięcie, temperatura 15–20 °C, z dala od światła i źródeł ciepła. Olej z granatu i wiesiołka trzymaj przed wyrobem balsamu w lodówce — to wydłuża ich żywotność. Gotowy balsam może stać w lodówce, jeśli w mieszkaniu jest cieplej niż 25 °C (powyżej 27 °C masło shea się rozpuszcza). Nabieraj wyłącznie czystą, suchą łopatką — bezwodny balsam nie ma konserwantu i jest bezpieczny mikrobiologicznie tylko dopóki nie wprowadzisz do niego wody. Zjełczały balsam poznasz po ostrym, kredkowo-tłustym zapachu i żółknięciu — wtedy do wyrzucenia, bo nadtlenki lipidowe podrażniają i przyspieszają starzenie skóry, czyli robią dokładnie odwrotność zamierzonego efektu.
6 miesięcy od daty wykonania — krócej niż typowy balsam, bo olej z pestek granatu i olej z wiesiołka są bogate w wielonienasycone kwasy tłuszczowe i szybko się utleniają
Olej z pestek granatu to najdroższy składnik tego przepisu (z 1 kg pestek uzyskuje się kilkanaście mililitrów oleju), dlatego nie ma sensu go przegrzewać — dodany do gorącej bazy traci to, za co się płaci. Jeśli kupujesz go rafinowany, przestaje mieć sens: bierz wyłącznie tłoczony na zimno, nierafinowany, w ciemnej butelce, z widoczną datą tłoczenia. Ma gęstą, ciemnożółtą konsystencję i lekko gorzkawy, żywiczny zapach — to normalne. Największy problem tego balsamu to ZIARNISTOŚĆ masła shea. Jeśli wyjdzie chrupiący, ratunek jest jeden: przetop całość do 60 °C, przetrzymaj 20 minut (żeby rozpuścić wszystkie kryształy stearyny), potem schłodź szokowo w lodówce i ponownie ubij. Drugi typowy błąd to za dużo wosku — 7 g na 140 g balsamu daje konsystencję gęstego kremu, przy 15 g dostaniesz twardą maść, która na cienkiej skórze dekoltu będzie się rolować. Nagietek można zastąpić rumiankiem, płatki róży — kwiatem lipy (łagodzący, śluzowy). Olej z wiesiołka można zastąpić olejem z ogórecznika (jeszcze więcej GLA), ale jełczeje szybciej. Dobrze zrobiony balsam jest kremowy, bladożółty, o delikatnym różano-miodowym zapachu, wchłania się w 2–3 minuty i nie zostawia lepkiego filmu. Jeśli po 10 minutach skóra wciąż świeci — dałaś za grubą warstwę, receptura jest w porządku.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszą osobą, która się wypowie.
Zaloguj się, aby dodać komentarz.